Świadectwa

Świadectwo z Rekolekcji z O. Józefem Witko OFM we Wrocławiu w dniach 20-22.09.2019 r.

Pragnę podzielić się tym, co Jezus uczynił na rekolekcjach z O. Józefem Witko dla mnie i taty mojego męża. Zapisując się na rekolekcje z moim mężem Adamem, ani przez moment nie pomyślałam, że Pan Jezus okaże mi taką łaskę i da uzdrowienie z bólu dla mnie i taty Adama. W dzień, kiedy podczas rekolekcji była Adoracja Pana Jezusa z Mszą Świętą i modlitwą o uzdrowienie Ojciec Józef modlił się i prosił, żeby każdy, kto ma różnego rodzaju dolegliwości, choroby w Imię Jezusa Chrystusa "wypędzał" je.

Ja mam nogę po rekonstrukcji kolana i bolała mnie ona bardzo od wielu lat. Dodatkowo posiadam bardzo duże zwyrodnienie w stawach kolanowych w obydwóch nogach. Dodatkowo w każdej z nich istniał przykurcz, który nie pozwalał mi prawidłowo chodzić, a poruszanie się sprawiało wielki ból. Kiedy Ojciec Józef wypowiadał słowa modlitwy i poznania, że teraz Pan Jezus uzdrawia osobę, która ma chore kolana i jak wstaje z pozycji klęczącej ciągnie jedną nogę - wiedziałam, że chodzi o moją osobę. Takie właśnie odczucia miałam w czasie rekolekcji.

Dzisiaj mogę potwierdzić, że Pan Jezus trwale uzdrowił mnie z bólu, który towarzyszył mi od wielu lat. Przykurcz kolan i ból minęły. Zaczęłam wielbić Pana Jezusa i dziękować Mu za tę łaskę, którą otrzymałam. To niesamowite uczucie, kiedy mija ból, który "uprzykrzał" mi życie.

W przypadku mojego męża - było można powiedzieć odwrotnie. Podczas Mszy św. pojawił się u Niego potworny ból głowy. Tak bolesny, że aż w pewnej chwili musiał złapać się za głowę. Ból Go przenikał i był nie do wytrzymania. Zaznaczę, że męża nigdy nie bolała głowa. Po jakimś czasie ból ustąpił, ale mężowi nie dawało to spokoju. Podszedł do Ojca i zapytał: "Proszę Ojca, mnie nigdy nie bolała głowa, a tu taki raptowny napad bólu, nie wiem dlaczego?" Należy w tym miejscy wspomnieć, że podczas modlitwy Ojciec podkreślał, że Bóg działa też przez nas, przez naszą modlitwę, przez nasze dłonie możemy wyprosić uzdrowienie dla innych, dla naszych rodzin. Wtedy Ojciec zapytał męża, czy kogoś z rodziny nie boli często i mocno głowa? Mąż potwierdził, że tak, boli nieustannie jego tatę. Ojciec powiedział, że może właśnie dokonało się jego uzdrowienie. Ale czas rekolekcji minął i zapomnieliśmy o tym. Któregoś dnia mama męża, mówi: "Wiecie, co, tatę przestała boleć głowa." Oboje nie spodziewaliśmy tego potwierdzenia, ale od razu skojarzyliśmy z rekolekcjami i modlitwą. Zaczęliśmy się cieszyć i prawie krzyczeć: Chwała Ci, Jezu, dziękujemy Ci, Jezu! Panie Jezu, jaki Ty jesteś wielki. Ty wszystko możesz! I zaczęliśmy dziękować za tatę i jego uzdrowienie.

Wtedy już wiedzieliśmy, że mój mąż otrzymał dar od Jezusa - uzdrowienie swojego taty. Niesamowite! Mnie nie bolą nogi, tatę nie boli głowa i wiemy, że Pan Jezus przyszedł do nas w darze uzdrowienia. Dziękujemy Mu cały czas, za łaskę jaką otrzymaliśmy.

Ewa z mężem Adamem

O doświadczeniu Kościoła Wielbiącego – oczami s. Rity Urszulanki Unii Rzymskiej

W dniach od 20 do 22 września 2019 r. dane mi było uczestniczyć w rekolekcjach Uzdrawiająca moc Ducha Świętego, które odbywały się we Wrocławiu przy salezjańskiej parafii Najświętszego Serca Jezusowego. Stało się tak, ponieważ zostałam poproszona o pomoc przy rekolekcjach przez ich organizatorów – Katolicką Wspólnotę Odnowy w Duchu Św. Jezusa Miłosiernego… więcej

Świadectwo dotyczy trwałego uzdrowienia z astmy podczas rekolekcji Uzdrawiająca moc Ducha Świętego

23.09.2019 Halina
Przygotowana przyszłam w piątek po pracy. Początkowo czułam się dziwnie rozstrojona wewnętrznie. Jednak podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu, Jezus odpowiedział mi na wszystkie pytania, które nosiłam w sercu od ponad miesiąca.
Na moje wątpliwości odpowiedział: „nie musisz niczego się obawiać, przecież Ja ciebie prowadzę.” – Czy możecie wyobrazić sobie jaką radość wypełniła moje serce?!… Już wiedziałam, co mam zrobić w kolejnych dniach nowego tygodnia.
To jednak nie był koniec niespodzianek, jakie dla mnie Pan przygotował.
Zgodnie z planem, cała sobota obfitowała w Konferencje z ojcem Witko. Dzień kończyła msza święta z modlitwa o uzdrowienie. ojciec Witko wymienia kolejne choroby za które wszyscy wypraszaliśmy Jezusa o łaskę uzdrowienia.
„17 Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; 18 węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie».” Mk 16,17-18
I… stało się! Najpierw czułam mrowienie w ciele, szczególnie na wysokości pleców. Mogłam zaczerpnąć powietrze i napełnić nim całe płuca, co było zaskakujące ponieważ astma i obturacyjna choroba płuc robiła spustoszenie a także utrudniała oddychanie. Nie dawałam rady bez leków wziewnych, a mimo to także nie zawsze wystarczały. Następnego dnia rano spieszyłam się na rozpoczęcie ostatniego dnia rekolekcji. Szybko wyszłam z domu i w połowie drogi do tramwaju, uświadomiłam sobie, że idę szybko i nie mam problemów z oddychaniem. – To nie wszystko! – Zapomniałam o lekach wziewnych!!! Ci, co mają astmę wiedza, że bez nich nie da się funkcjonować. Ja tez tak miałam ale nie w tym dniu. Od niedzieli nie wzięłam już więcej żadnych leków wziewnych, nie potrzebuję!!! Oddycham normalnie, poruszam się bez utrudnień.
JEZUS MNIE UZDROWIŁ!!! CHWAŁA PANU!
Kiedy cytuje powyższe świadectwo jest już 20.11.2019 r. i do dzisiaj nie potrzebuje żadnej farmakologicznej pomocy. Nie mam wątpliwości, że Jezus mnie uzdrowił. Ja to wiem! 

Chociaż, to, co teraz napiszę nie dotyczy tych minionych rekolekcji, jednak czuje potrzebę podzielenia się z Wami refleksją-świadectwem z mojego okresu nawrócenia, tj. od 2015 roku.
Jezus ukochał mnie, jak swoje najwspanialsze dziecko. (Każdy z nas jest w Jego oczach najwspanialszy!) Wielokrotnie na przestrzeni całego mojego życia wskazywał na Swoja obecność tylko, że ja nic z tego nie rozumiałam, może nie chciałam rozumieć. Mocno osadzona w „starej szkole” ewangelizacji, niewiele rozumiałam z religii katolickiej, mojej w niej roli i wpływu Bożego działania na moje życie. Nie przeszkadzało to Jezusowi być ze mną we wszystkim i cierpliwie czekać. Dla Niego nie ma przestrzeni czasowej tak jak dla nas.
Mijały lata a kolejne warstwy brudu narastały na moim sercu.
Jezus zawsze ze zła, naszych pokrętnych decyzji potrafi wyprowadzić dobro. Tak stało się i w moim przypadku. Święto Zesłania Ducha Świętego 2015 rok. Ja, skąpana w grzechu po uszy, w żałobie po najukochańszym człowieku i traumatycznym związku pełnym przemocy, podczas Eucharystii otrzymuje dar od Ducha Świętego. – Wychodzę z Kościoła jakbym unosiła się tuz nad ziemia, lekka i bez lęku. Jeszcze nie potrafiłam przystąpić do Sakramentu Pojednania, nie mniej jednak Duch Święty już mnie przygotowywał do tego, wzbudzając we mnie coraz większą potrzebę oczyszczenia się. Nie widziałam możliwości uczynienia tego gdzie indziej jak właśnie we Wrocławiu u ojców Paulinów. Tam odbyłam spowiedź generalna. 
Wróciłam do Anglii, do pracy, do stawiania czoła codziennym troskom samotnego życia w obcym kulturowo kraju, bez przyjaciół, rodziny, kościoła, wspólnoty… Zaczęłam uczyć się religii od początku, starając się wiernie wykonywać instrukcje mojego spowiednika. Na pierwszy ogień poszedł Katechizm Kościoła Katolickiego. Ludzie dostrzegali ogromne zmiany w moim życiu, nieprzebrana energię, radość, wewnętrzna  jasność. Cóż, sama nie potrafiłam zapełnić mojego „pustego” wnętrza i szatan podstępem mnie wykorzystał. „Podzieliłam” moje życie na to fizyczne i duchowe przynależne Bogu. „Usprawiedliwiałam się” przed Jezusem łudząc się, że On nie zna prawdy. Jezus czuwał, Był przy mnie mimo to i ostrzegał. -Tylko, że ja  nie słuchałam. Będąc w związku sakramentalnym (po rozwodzie cywilnym) wyszłam za mąż licząc że da mi tez związek szczęście. Byłam zakochana i ślepa. Poprowadził mnie do miasta, w którym była polska parafia i kościół pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego. Weszłam do wspólnoty, tam znajdowałam radość bliskości Jezusa ale wciąż było mi czegoś brak. Zapisałam się na kurs Nowe Życie. Jezus podczas jego trwania przyjął ode mnie całkowite oddanie się. To było tak głębokie, że od tego momentu nie potrafiłam myśleć o niczym innym jak o Sakramencie Pojednania i przyjęciu Jezusa do mojego serca. Mój nowy związek także okazał się pełen przemocy. Sypał się a ja wciąż nie mogłam przyjąć Jezusa do serca. Może wielu z Was trudno jest sobie wyobrazić fizyczny ból jaki odczuwałam z tego powodu. Ile łez wylałam patrząc w oblicze Jezusa i czując, jak mnie woła a ja byłam bezsilna. Wciąż szukałam w Słowie Bożym zapisu, że  muszę trwać w tym niesakramentalnym związku i wypełniać wolę „męża” (- jak przekonywał mnie proboszcz).
– Musiałam zapytać się innego duszpasterza i prosiłam o to aby Duch Święty postawił go na mojej drodze, aby go wybrał dla mnie i rozwiał moje wątpliwości lub potwierdził zdanie proboszcza. Nie czekałam długo. Podczas rozmowy z ojcem karmelita otrzymałam rozgrzeszenie (od dawna w tym czasie żyłam w czystości, skromności i w osobnej sypialni spalam unikając jakiegokolwiek kontaktu sugerującego tło seksualne.
– Duchowo należałam do Jezusa.
Radość połączenia się z Jezusem w Eucharystii jest nie do opisania słowami, nie znam slow wystarczająco pięknych aby to wydarzenie opisać. Od tamtej pory żyje w łasce uświęcającej. Jezus po raz pierwszy uzdrowił mnie z choroby w Londynie, ale to osobna opowieść.
Jestem już po rozwodzie, wróciłam do Polski, mam swojego przewodnika duchowego i uczę się Jezusa dzień po dniu a im więcej się Go uczę tym bardziej mi go brakuje. Tym większa jest świadomość o tym jak mało Go znam… Nie ma już nic w moim życiu ważniejszego od Niego, On jest w centrum wszystkiego, co mnie otacza. Należę do Jezusa, On wytycza mi drogę a wszystko inne jest na niższym miejscu.
Gotowa na posługę wsłuchuje się w Jego słowa. On jest moją drogą, prawdą i życiem. Zbroja i tarcza. Jeśli się zachwieje, to On podał mi rękę i podźwignie. Dziękuje Mu każdego dnia i przepraszam. Nie chcę już nigdy niczym Go zranić. Wiem, że to prawie niemożliwe ale się bardzo staram a on patrzy na mnie Swoimi oczami pełnymi miłości, jakby chciał powiedzieć: patrz na siebie Moimi oczami.
-Patrzę, na siebie, na innych i uczę się być na Jego podobieństwo miłosierna we wszystkim.

Niech Wam Bóg błogosławi, Siostry i Bracia w Chrystusie.
Tobie, Ojcze, dziękuję za to, że mogłam słuchać słów, które włożył w Twoje usta Duch Święty i kierował Twoimi rękoma.
Bogu niech będą dzięki.
Z Panem Bogiem.
Halina (od kilku dni znowu) Smolińska.

Świadectwo Teresy
Chciałam serdecznie podziękować w pierwszej kolejności panu Bogu, że mogłam uczestniczyć w rekolekcjach Uzdrawiająca moc Ducha Świętego, a następnie Wam droga Wspólnoto Jezusa Miłosiernego za piękną organizację, wielkie zaangażowanie, za Wasz uśmiech na każdym kroku, za cudowne uwielbienie Pana Boga. Doświadczyłam obecności żywego Pana Jezusa, który był pośród nas.
Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu odpowiedział mi Pan na moje bardzo osobiste pytania a nawet troszeczkę mi „pogroził”, ale za to jestem Mu bardzo wdzięczna, bo miał rację. Nie dotrzymałam danego słowa – Ga 6,6.
Bardzo utkwiły mi słowa O. Józefa – słuchasz a czy słyszysz? Pan mówi do Ciebie, ale czy ty słyszysz? Słowo Boga ma moc. Ten, który słucha a nie słyszy jest martwy. To wzięłam sobie do serca po rekolekcjach.

Ja dopiero w jesieni życia zostałam dotknięta przez Ducha św. Ukończyłam 2 Seminaria Odnowy Wiary i Pan Jezus uzdrowił mój niesprawny bark przez posługę Marcina Zielińskiego. Zostały jeszcze chore kolana, ale  dostałam odpowiedź od Pana, że uczyni to na Eucharystii, a  o. Józef powiedział, że widzi że kolana nie są mi potrzebne do dawania świadectw. „Przerabiam” krok po kroku Eucharystię, bo jak widzę mam braki. Pan wskazał mi też ks. Dominika Chmielewskiego – kazanie „Jak duchowo przeżyć Eucharystię”.
Co jeszcze mi utkwiło z rekolekcji?: – Że trzeba być otwartym na działanie Ducha Świętego oraz pełnić dzieła Boga i Jego wolę, a nie działać dla Niego.
Kochani u mnie nie ma końca łask, ale chociaż trochę napisałam. Takie rekolekcje są bardzo, bardzo potrzebne i zgrana wspólnota, żeby to zorganizować.
(…) zostańcie z Panem Bogiem, Teresa